|
OddŹwięk, z jakim się spotkał artykuł o trudnościach w dostępie do informacji publicznej ("Niedoskonałe przepisy pozwalają utajniać jawne wiadomości" - " Rz" z 18 grudnia 2006 r.), sygnalizuje, że jest o czym dyskutować Udostępnianie informacji, będące dziś pewnym standardem, jeszcze dziesięć lat temu wzbudzało ostry sprzeciw osób pełniących funkcje publiczne -pisze Michał Bernaczyk, doktorant na Wydziale Prawa, Administracji i Ekonomii Uniwersytetu Wrocławskiego.
-W 1997 r. Naczelny Sąd Administracyjny rozstrzygał np. kwestię ujawnienia wysokości wynagrodzeń radnych. Organy samorządu terytorialnego bezzasadnie odmawiały udostępniania tych informacji, powołując się na ochronę prywatności i innych dóbr osobistych radnych. Dziś oświadczenia majątkowe są ogólnie dostępne w Biuletynie Informacji Publicznej, a ograniczenie ochrony prywatności funkcjonariuszy publicznych na rzecz prawa do informacji aprobuje Trybunał Konstytucyjny. Zdaniem czytelnika, często brak informacyjnego otwarcia na obywateli jest więc demonizowany. Nie wynika wyłącznie zniechęci, ale z nieracjonalnych rozwiązań ustawy o dostępie do informacji publicznej lub jej błędnej interpretacji. Niejawny spis zarządzeń Grzegorz Bochnia z Rzeszowa ma inne doświadczenia. "Po moim pytaniu o natężenie ruchu na jednej z rzeszowskich ulic rozdzwoniły się w moim domu telefony - relacjonuje. -Kim jestem i do czego mi te dane potrzebne. Uzyskałem je dopiero po ponownej, ostrzejszej interwencji. Ciekawie też przebiegała rozmowa w biurze wojewody podkarpackiego, kiedy zażądałem kopii jednego z jego zarządzeń. Powiedziano, że mam podać sygnaturę lub datę wydania zarządzenia. Nie znam sygnatury. Dajcie mi spis wszystkich zarządzeń, to wskażę to, które mnie interesuje -mówię. Odpowiedziano: Nie damy, spis nie jest jawny... Proszę też sprawdzić na stronach Urzędu Miasta Rzeszowa, gdzie powinny być publikowane nieruchomości przeznaczone przez gminę do zbycia. Nie ma. A może na stronie Biura Gospodarki Mieniem, które w imieniu prezydenta miasta gospodaruje miejskimi nieruchomościami? Też nie ma. Są jedynie przetargi". Potok bez dokumentacji "W pełni zgadzam się z opisem zawartym w artykule na temat dostępu do informacji publicznej" - mejluje Marcin Kuropatwa. Powołując się na ustawę, wysłał do Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Gliwicach kilka mejli z prośbą o informacje na temat postępowań dotyczących Potoku Lotniczego w Bielsku-Białej. Uzyskał tylko krótką informację, że potok został w 2003 r. przejęty od śląskiego Zarządu Melioracji i Urządzeń Wodnych w Katowicach. Nie ma planów jego regulacji, gdyż nie ma na to pieniędzy. "Widząc, że nie zostałem zrozumiany, wysłałem kolejnego e-maila - pisze M. Kuropatwa - z prośbą o udostępnienie informacji publicznej na temat sposobów zagospodarowania tego cieku wodnego. A w szczególności treści aktów administracyjnych i innych rozstrzygnięć, dokumentacji, przebiegu i efektów kontroli. Po kolejnym monicie otrzymałem e-mailem krótką odpowiedŹ: "Udzieliliśmy Panu wszystkich informacji, jakie posiadamy na temat Potoku Lotniczego. żadnych dokumentów, o jakie pan pyta, nie posiadamy". Wychodzi więc na to, że aktualny gestor przejął zadanie w postaci Potoku Lotniczego bez dokumentacji. Nie mogę się jednak zgodzić z tezą, że "jedynym" winnym są nieprecyzyjne przepisy - konkluduje czytelnik. - Obawiam się, że jak zwykle za przepisami stoją ludzie odpowiedzialni za ich właściwe stosowanie, tj. zgodne z duchem ich ustanowienia". Skargi docierają do sądów Niekiedy skarga na nieudzielenie informacji publicznej dociera aż do sądu. "Napisałem skargę do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego w Warszawie i obecnie czekam na rozprawę -pisze Waldemar Paziewski. - W sprawie tej działam jednak bez pomocy prawnej, co w starciu z ministerialnymi prawnikami może przynieść efekt mało pomyślny dla mnie, i chyba na to liczą obrońcy nieudzielania informacji. Moje doświadczenia zawierają wszystko, o czym traktował artykuł. Jest to m.in. nieformalne odmawianie informacji, nie w formie decyzji. W ostatniej sprawie o nieudzielenie informacji napytanie, po co mi ona, nie odpowiedziałem, powołując się na zapis z ustawy, że organ nie powinien jej uzależniać od wyjaśnienia, do czego jest potrzebna. W postępowaniu odwoławczym minister obrony narodowej podtrzymał decyzję o nieudzieleniu informacji z powodu braku interesu publicznego, bo nie udowodniłem, po co mi ta informacja". Tymczasem inny nasz czytelnik Piotr Boliński, przewodniczący stowarzyszenia Beneficus, właśnie sądownictwu administracyjnemu wytyka, że wskutek wykładni przepisu o dostępie do informacji przetworzonej uczyniono sposób na nieudostępnianie informacji w ogóle. Wnioskodawca musi bowiem wykazać, że są szczególnie istotne dla interesu publicznego. Rada Europy przygotowuje konwencję Z tych relacji można wnioskować, że mimo niewątpliwego postępu w uzyskiwaniu informacji, o czym pisze choćby Michał Bernaczyk, nadal występują tendencje do jej blokowania, z różnych zresztą powodów. Nie ukrywajmy, że także z tendencji do nadużywania tego prawa oraz materialnych kosztów jego przestrzegania. W Radzie Europy trwają prace nad przygotowaniem regulacji o dostępie do informacji publicznej. I każde państwo członek UE będzie musiało przedstawić opinię, czy jego ustawa krajowa jest zgodna z projektem konwencji. wypowiedzi czytelników zebrała Danuta Frey
|