| Mięso przemysłowe |
|
| 10.05.2007. | |
Od gospodarstwa do fabryki i z powrotemPodobnie jak większość świń na środkowym zachodzie Stanów Zjednoczonych, ponad 200 macior żyjących na farmie Paula Willisa w Iowa uwielbia ziarno. Jednak dieta i styl życia zwierząt Willisa bardzo różni się od pozostałych piętnastu milionów świń z tego stanu. Poza ziarnem, które codziennie spożywają, pasą się także na otwartych pastwiskach i nie muszą gnieŹdzić się w betonowych fabrykach, które zdominowały produkcję wieprzowiny w Ameryce. Trzoda Willisa nie tylko ma szansę prezentowania naturalnych i instynktownych zachowań, takich jak rycie w poszukiwaniu żywności, zabawa i tworzenie gniazd - produkowane przez nią mięso jest też zdrowsze i smakuje lepiej od wieprzowiny pochodzącej z wielkich chlewni. Dzięki temu, że świnie znakomicie czują się w tych bardziej naturalnych warunkach, Willis może wytwarzać mięso nie korzystając z antybiotyków i stymulatorów wzrostu, co obniża koszty produkcji. A zamiast sprzedawać mięso jednej z wielkich firm, które kontrolują większość produkcji w Stanach Zjednoczonych - Smithfield lub IBP -Willis rozprowadza swoje mięso za pośrednictwem Niman Ranch, kalifornijskiej firmy, która została utworzona w roku 1982 po to, by zająć się dystrybucją do konsumentów i restauracji produktów mięsnych wytwarzanych w sposób humanitarny. Willis jest przedstawicielem szybko rozwijającego się ruchu rolników i konsumentów, którego celem jest pomoc zwierzętom hodowlanym w powrocie do korzeni. Choć działalność taka może wydawać się krokiem w tył, rolnicy hodujący zwierzęta na wolnym powietrzu - a także konsumenci kupujący to mięso, które może nosić oznaczenia „hodowane na pastwisku" lub „z wolnych przestrzeni" - pomagają w naprawieniu tego, co stało się najbardziej niszczącym ekologicznie i niezdrowym sektorem globalnego rolnictwa - przemysłowej produkcji zwierzęcej (patrz ilustracja 4-1). ![]() Od roku 1950 globalna produkcja mięsa zwiększyła się ponad pięciokrotnie, a przemysłowy chów jest najszybciej rozwijającą się metodą produkcji zwierzęcej na całym świecie. Systemy przemysłowe wytwarzają 74% wszystkich produktów drobiarskich, 50% wieprzowiny, 43% wołowiny oraz 68% jaj. W produkcji prym wiodą kraje uprzemysłowione, jednak kraje rozwijające się bardzo szybko budują i intensyfikują swoje systemy produkcji. Zgodnie z danymi organizacji Food and Agriculture Orgamzation (FAO), sektor hodowlany najszybciej rozwija się w Azji, za nią plasuje się Ameryka łacińska i Karaiby. Niektórzy mogą twierdzić, że nowoczesna produkcja mięsa jest jedynym sposobem na zaspokojenie rosnącego apetytu na mięso. Do roku 2020 ludzie w krajach rozwijających się będą spożywać go więcej niż 39 kilogramów na osobę - 2 razy tyle, co w latach 80 ubiegłego wieku. Jednak wciąż większość mięsa zjadać będą mieszkańcy krajów uprzemysłowionych - 100 kilogramów rocznie do roku 2020, co odpowiada półtuszy wołowej, pięćdziesięciu kurczakom i jednej świni. Jest jednak wątpliwe, czy system dostarczający to mięso może przetrwać, ponieważ jego niedostatki kumulują się przy jednoczesnym szybkim rozwoju systemów alternatywnych, takich jak wegetarianizm i pastwiskowa hodowla zwierząt. Narastające problemy wielkich zakładów produkcji zwierzęcej zaczynają się od ciasnoty i tuczącej diety. Krowy są przeżuwaczami, co oznacza, że trawią rośliny strączkowe, trawy i pozostałości po plonach. Jednak ich pasza stanowi mieszaninę zbóż i soi, ponieważ krowy i inne zwierzęta na takiej diecie szybko przybierają na wadze - a tłustsze zwierzę oznacza większą cenę rynkową. Choć wielu konsumentów przyzwyczaiło się do smaku, tekstury i wyglądu przemysłowego mięsa z marmurkowym wzorem tłuszczu, w tego rodzaju wołowinie ukrywa się wiele niewidocznych kosztów. Po pierwsze, krowy spożywające taką paszę często cierpią na wzdęcia, kwasicę, ropnie wątroby, gazy i inne dolegliwości. Po drugie, dieta standardowo stosowana w wielkich przemysłowych hodowlach ma także związek z rozprzestrzenianiem się pochodzących od żywności patogenów, takich jak Escheńchia coli 0157:H7, które mogą zanieczyszczać mięso, a nawet warzywa, jeśli surowy obornik używany jest jako nawóz. Okazuje się, że zbożowa dieta stymuluje także wzrost szkodliwych mikrobów w żołądku krowy, podczas gdy dieta z przewagą trawy eliminuje je. Jest to jeden z powodów, dla których bydłu i innym zwierzętom hodowlanym podaje się niewielkie dawki antybiotyków. W Stanach Zjednoczonych zwierzęta spożywają 8 razy więcej antybiotyków, niż ludzie.Według danych światowej Organizacji Zdrowia i FAO, powszechne korzystanie z tego rodzaju leków w hodowli przyczynia się do powstawania akterii odpornych na antybiotyki i utrudnia walkę z chorobami zarówno u zwierząt, jak i u ludzi. Tłok i antysanitarne warunki jeszcze bardziej osłabiają zwierzęta, a Salmonella, E. coli i inne śmiertelne choroby mogą w niezdrowym stadzie bardzo szybko się rozwijać. Jak mówi Ian Langford z uniwersytetu East Anglia, zwierzęta przetrzymywane w zbyt dużym zagęszczeniu przyczyniają się do rozwoju i rozprzestrzeniania się mikroorganizmów w mięsie, ponieważ często docierają do rzeŹni pokryte odchodami. „Problem nie polega na tym, że konsument niewłaściwie postępuje z żywnością lecz... na procesie produkowania tej żywności."Tego rodzaju innowacje i technologie wprowadzane w nowoczesnej, przemysłowej hodowli, mogą wywoływać katastrofy związane z bezpieczeństwem żywności. Na przykład, gąbczaste zapalenie mózgu (BSE, znane także jako choroba szalonych krów) wywoływane jest przez wirusa wskutek karmienia bydła szczątkami innych przeżuwaczy. Choroba ta może przenosić się na ludzi jedzących zainfekowane mięso. Od czasu pierwszego zgłoszenia w Wielkiej Brytanii w roku 1986, BSE wykryto w 33 krajach, a władze zdrowotne szacują, że na całym świecie na chorobę Creutzfeldta-Jacoba, która jest ludzkim odpowiednikiem BSE, zapadło 139 osób. Podobnie wybuchy epidemii ptasiej grypy w zatłoczonych fermach drobiu w Hong Kongu wciągu ostatnich pięciu lat doprowadziły do masowych likwidacji tysięcy kurcząt. Choroba przekroczyła barierę gatunku pierwszy raz w roku 1997, zabijając 6 z 18 zarażonych osób. W roku 2003 ptasia grypa znów zaatakowała ludzi, zabijając dwie osoby. Doktor Gary Smith z the Umversity of Pennsylvania School of Vetennary Medicine ostrzega, że takie i inne choroby będą się wciąż rozprzestrzeniać, ponieważ „dzisiejsza hodowla charakteryzuje się tym, że intensywność przenoszenia zwierząt między gospodarstwami jest znacznie większa, niż kiedyś... Problem polega na tym, że branża hodowlana funkcjonuje na poziomie globalnym, krajowym i okręgowym". Niedawna epidemia pryszczycy w Wielkiej Brytanii stanowi doskonały przykład tego, jak kilka zaledwie krów może roznieść chorobę po całym kraju. Poza problemami związanymi z bezpieczeństwem, dietetycy stwierdzili, że mięso pochodzące od karmionych zbożem zwierząt nie jest tak zdrowe, jak pochodzące od zwierząt spożywających trawę. Bydło tuczone akumuluje kwasy tłuszczowe Omega 6 (tłuszcze szkodliwe), które mają związek z rakiem, cukrzycą, otyłością i zaburzeniami odporności. Mięso od zwierząt żyjących na pastwiskach zawiera natomiast kwasy tłuszczowe Omega 3, podobne do tych, które znajdujemy w tłustych rybach, obniżające poziom cholesterolu. Ponadto produkty tego rodzaju zawierają więcej sprzężonego kwasu linolowego, który może lokować rozrost guzów oraz obniżać ryzyko otyłości i innych chorób. Takie właśnie kwestie zdrowotne skłoniły wiele osób do poszukiwania mięsa produkowanego ze zwierząt hodowanych na pastwiskach, bez użycia antybiotyków, hormonów i innych substancji powszechnych w hodowli przemysłowej. Jednak ludzi, którzy powściągnęli swoją konsumpcję mięsa, mogłyby interesować także ekologiczne skutki przeniesienia zwierząt z powrotem na wolną przestrzeń. Zdaniem kanadyjskiego naukowca Vaclava Smila, karmienie zwierząt zbożem jest „wysoce nieefektywnym i absurdalnym wykorzystaniem zasobów". Wyprodukowanie jednej zaledwie kalorii mięsa -wołowiny, wieprzowiny czy drobiu - wymaga zużycia 11-17 kalorii paszy, podczas gdy zwierzęta żyjące na pastwiskach potrzebują bardzo niewielkich ilości zboża lub też nie potrzebują go wcale. A zatem dieta bogata w mięso ze zwierząt karmionych zbożem może wymagać wykorzystywania od dwukrotnie do czterokrotnie większej powierzchni gruntów w porównaniu z dietą wegetariańską. Kiedy ludzie jedzą mniej mięsa, mało prawdopodobne jest, by zaoszczędzone ziarno dotarło do głodnych ludzi, jednak bez wątpienia zmniejsza się nacisk na to, by rolnictwo utrzymywało gigantyczne monokultury zbóż i soi. Zlikwidowanie zdrowotnych i środowiskowych problemów wywołanych przez nasz apetyt na nowocześnie produkowane mięso będzie oznaczać konieczność ograniczenia spożycia produktów zwierzęcych. Zwierzęta hodowane na pastwiskach nie dojrzewają tak szybko, jak w hodowli przemysłowej, a ziemia będzie wstanie przyjąć mniejszą liczbę osobników, niż można wtłoczyć do pomieszczeń. Jednak popyt na mięso rośnie, zwłaszcza w krajach rozwijających się, gdzie wzrost dochodów i urbanizacja powodują modyfikacje diet. Jak mówi David Brubaker, były prezes i dyrektor zarządzający PennAg Industries, ludzie w krajach rozwijających się nie mogą pozwolić sobie na luksus wybierania drogiego mięsa ekologicznego lub organicznego. Zamiast tego wspinają się w górę na białkowej drabinie i biorą zły przykład z krajów produkujących i spożywających niskiej jakości produkty zwierzęce, takich jak Stany Zjednoczone i inne „kraje fast foodów". Ograniczenie tego apetytu będzie oznaczać zachęcenie krajów rozwijających się do zachowania tradycyjnych metod hodowli zwierząt, które zarówno wspierają lokalną gospodarkę, jak i wzbogacają środowisko. Nieefektywne korzystanie z zasobów w gospodarstwach przemysłowych ma swoje odzwierciedlenie w równie nieefektywnym wykorzystaniu ich produktów w postaci odpadów. Kiedy odpady hodowlane można przeznaczyć na nawożenie pól, wzbogacają one glebę i stanowią podstawę zdrowego gospodarstwa - jeden z głównych powodów, dla których rolnicy na całym świecie trzymają zwierzęta. Jednak odpady produkowane przez tysiące osobników przetrzymywanych w ciasnych pomieszczeniach zwykle występują w ilościach, których nie można zagospodarować na dostępnej powierzchni gruntów. W wyniku tego obornik przestaje być wartościowym surowcem rolniczym, a staje się toksycznym odpadem. Obornik zawiera azotany, które w wysokich stężeniach mogą powodować methemoglobinemię (zespół niebieskich dzieci), raka, a także zakwity glonów i eutrofizację wód powierzchniowych.Wylewiska używane do przechowywania płynnych odpadów narażone są także na skutki klęsk żywiołowych, jak można było stwierdzić w północnej Karolinie, kiedy uległy zniszczeniu przez huhuragan Floyd w roku 1999, zalewając całe mile dróg wodnych odchodami i powodując masowe śnięcie ryb.Rolnicy, którzy zaczynają inaczej patrzeć na rolę zwierząt, często stwierdzają, że daje to szereg nieoczekiwanych korzyści. Na Filipinach Boby Inocencio odmienił sposób, w jaki wielu Filipińczyków produkuje i spożywa kurczaki. Inocencio, który kiedyś zajmował się przemysłową hodowlą, dostarczał iałe kurczaki firmie Pure Foods, jednej z największych spółek na Filipinach, stosując standardowy model wtłaczania dziesiątek tysięcy ptaków do zastawionych klatkami budynków. Jednak w roku 1997 postanowił doprowadzić do ożywienia wiejskich przedsiębiorstw drobiarskich, które wspierają gospodarstwa rodzinne. Zorganizował hodowlę kurczaków na wolnym powietrzu i nauczył innych gospodarzy, jak się to robi. Ptaki swobodnie biegały po zadrzewionych terenach jego farmy, ogrodzonych starymi sieciami rybackimi. Farma Inocencio jest dochodowa - częściowo dlatego, że koszty utrzymania jednego ptaka są znacznie niższe: nie potrzeba antybiotyków, stymulatorów wzrostu, kosztownej paszy ani wielkich pomieszczeń. Hodowca ten odkrył jednocześnie niszę na filipińskim rynku, dając konsumentom posmakować tego, jak świat wyglądał dawniej. Jego kurczaki to częściowo odmiany lokalne, a częściowo Sasso (odmiana francuska) i są lepiej przystosowane do klimatu Filipin niż kurczaki białe, wrażliwe na upał. Kurczaki Inocencio nie tylko hodowane są w sposób humanitarny, ale też mają lepsze własności odżywcze i lepiej smakują. Mają jedynie 5% tłuszczu, a nie 35, jak białe, mięso ich nie zawiera także antybiotyków. Tworzenie przestrzeni i rynków dla tego rodzaju gospodarstw będzie czasem wymagało więcej, niż działania podejmowane przez samych hodowców. W Polsce, gdzie niemal w każdym gospodarstwie hoduje się kilka świń żywiących się trawą lub sianem, wkraczać zaczęły wielkie korporacje mięsne. Animex, polska filia Smithfield, największego na świecie producenta wieprzowiny, ma plany zamiany niektórych najbogatszych i najbardziej produktywnych gruntów w skoncentrowane przedsiębiorstwa hodowli zwierząt (CAFO), podobne do tych, które zadomowiły się w krajobrazach stanów Północna Karolina i Iowa. Jednak aktywiści z amerykańskiego Ammal Welfare Institute połączyli swe siły z szefem polskiego związku zawodowego rolników w celu przeciwstawienia się próbom przejęcia produkcji wieprzowiny przez Smithfield. Pokazując polskim rolnikom, jak CAFO zniszczyły wiele drobnych gospodarstw hodowlanych w Stanach Zjednoczonych, mają nadzieję przekonać ich oraz rząd do stawienia oporu rolnictwu wielkotowarowemu. Koalicje takie skłaniają pewne korporacje do zmiany nastawienia do sposobów produkcji mięsa. W roku 2002, uginając się pod naporem żądań obrońców zwierząt i grup chroniących zdrowie publiczne, koncern McDonald's ogłosił, że przestaje kupować jajka pochodzące od kur przechowywanych w ciasnych klatkach i zmuszanych do składania większej liczby jaj przez głodzenie - praktyki te są już zabronione w Europie, ale wciąż dozwolone w Stanach Zjednoczonych. Do roku 2004 koncern będzie wymagał od dostawców kurczaków, by zaprzestali podawania ptakom antybiotyków w celu przyspieszenia wzrostu, będzie też stawiać pośredników nieużywających antybiotyków przed tymi, którzy ich używają. Jako że koncern McDonald's jest jednym z największych nabywców kurczaków w Stanach Zjednoczonych, podjęcie decyzji o zmianie standardów wywoła efekt domina w całym przemyśle mięsnym. Sieci Wendy's, Burger King i Kentucky Fried Chicken zatrudniły ostatnio specjalistów od warunków życia zwierząt, aby zbadali i opracowali nowe standardy zapewniające zwierzętom lepszy byt. Także Bank światowy zmienił swoje nastawienie do finansowania wielkoskalowych projektów hdowlanych w krajach rozwijających się. W roku 2001 bank ten oświadczył, że w miarę rozrastania się sektora hodowlanego „powstaje znaczące ryzyko, że iedni zostaną wyeliminowani, środowisko zniszczone, a bezpieczeństwo żywności na całym świecie zagrożone". Obiecał wprowadzenie procedur „koncentrujących się na ludziach" i wspierać takie projekty rozwoju hodowli, które przyczyniać się ędą do likwidowania iedy, ochrony środowiska, zapewnienia bezpieczeństwa żywności i dobrych warunków życia zwierząt. |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|


