START EKOENERGIA                                                                                                                                        Zapraszamy na forum Zapraszamy na blogi Zapraszamy na Chat Mobilny internet Radio internetowe Hobby Lotnictwo
ekoenergia6.jpg

Dotacje i pomoc dla OZE?

Krajowe
Unijne

Darmowe statystyki

ekoEnergia: ogrzewanie, wentylacja pomieszczeń, mądre budowanie, energia solarna, ekologia

Rewolucja w każdym kęsie Email
06.05.2007.

"Zjadacze" mają coraz więcej do powiedzenia


Ludzie oczywiście jedzą nie tylko po to, by żyć, ale też po to, by spotykać się ze sobą odczuwać przyjemność i satysfakcję, a także określać, kim są.
Coraz częściej czynność spożywania staje się manifestem politycznym i aktem wsparcia dla zmian metod produkcji żywności.

„Uczciwa" żywność to tylko jedno z rosnącej liczby określeń używanych przez konsumentów w celu podkreślenia, że ich kulinarne zwyczaje nie szkodzą planecie ani rolnikom. Wśród wielu stosowanych ostatnio ekoznaków wymienić można na przykład „ekologiczne" w odniesieniu do owoców i warzyw, „hodowana na pastwisku" do wołowiny, „pozyskiwane ekologicznie" do owoców morza oraz „przyjazne dla ptaków" do kawy, kakao i plonów z rejonów lasów deszczowych. Konsumenci wybierający te towary nie szukają wyłącznie dobrej ceny i błyszczących opakowań: są aktywni i świadomi. Akcje te wciąż jednak pozostają na marginesie głównego nurtu - mimo szybko rozwijającej się, lecz mającej stosunkowo niewielki zasięg oddziaływania kuchni alternatywnej a większość ludzi nie dorosło do przyjęcia postawy „aktywistów" w jedzeniu i bliskiego poznawania spraw związanych z pochodzeniem następnego posiłku.

Rozwój międzynarodowego handlu żywnością i rosnąca popularność wysoko przetworzonych i opakowanych produktów coraz bardziej odsuwa większość ludzi od tego, co jedzą - tak geograficznie, jak i psychologicznie.
Jednak fakt, że ludzkość przeznacza pod produkcję rolną tak wielką część powierzchni planety - 25 procent, więcej niż wynosi powierzchnia lasów - sprawia, że nie da się oddzielić tego, jak właściciele gospodarstw wytwarzają żywność od kondycji rzek, mokradeł, lasów i naszego środowiska życia.

Jak wskazuje raport Union of Concerned Scientists, dokonywane przez nas wybory związane z żywnością wywierają na środowisko podobnie wielki wpływ, jak transport. W jednym z europejskich badań stwierdzono, że konsumpcja żywności stanowi od 10 do 20 procent wpływu przeciętnego gospodarstwa domowego na środowisko. Kiedy Annika Carlsson-Kanyama z Uniwersytetu Sztokholmskiego porównała ilość gazów cieplarnianych uwalnianych w związku z produkcją, różnych rodzajów produktów żywnościowych, okazało się, że mięsny posiłek przygotowany przy wykorzystaniu importowanych składników odpowiada za wytworzenie dziewięciokrotnie większej ilości węgla, niż posiłek wegetariański z produktów krajowych, które nie wymagają, przewożenia na duże odległości.

Kupując chilijskiego okonia morskiego z trawlerów, które opróżniają ocean z ryb, pełne pestycydów jabłka przywiezione z antypodów czy mięso produkowane w gigantycznych gospodarstwach, pękających od nawozu, wielu nabywców wspiera dziś destrukcyjne formy rolnictwa. (Patrz ramka 4-1.)

Dla ludzi mieszkających w bogatszych krajach, w których głód nie jest powszechny, obfitość i taniość dóbr przysłania wiele z tych problemów. Poza tym „splendor" kojarzony z luksusowymi potrawami składnia bogatych do przymykania oka na to, w jaki sposób pyszności trafiają na ich stoły. (Patrz ramka 4-2.)

„Konwencjonalne" metody produkcji żywności opierają się w dużym stopniu na chemikaliach - od antybiotyków i pestycydów do nawozów i konserwantów - większość ministerstw rolnictwa, szkół i biur rozwoju produkcji rolnej zaleca uprawy monokulturowe i stosowne koktajle chemikaliów.
Rolnicy akceptują narażenie na działanie toksycznych substancji jako nieuniknione ryzyko, którego jednak woleliby uniknąć, a konsumenci przyjmują obecność resztek tych toksyn w produktach jako niewygodną prawdę, o której wolą zapomnieć. Wiele z zagrożeń, z którymi stykają się rolnicy, konsumenci i przetwórcy żywności, ma związek z tym samym syndromem obfitej konsumpcji, jaki przenika inne dziedziny gospodarki.

Na przykład, zwolennicy modyfikowanych genetycznie gatunków, które często powstają w wyniku łączenia materiału genetycznego całkiem niespokrewmonych ze sobą gatunków, które w naturze nie dałyby potomstwa, sugerują że tego rodzaju plony są niezbędne do wyżywienia rosnącej populacji i obniżania cen żywności. Jak twierdzą ewentualne ryzyko, jakie niesie ze sobą ta najnowsza generacja rolnej technologii, nijak ma się do ogromnych korzyści, jakie daje obfitość i spadek cen. (Dziś technologia ta jest wykorzystywana nie do karmienia głodnych, lecz przede wszystkim do produkcji soi i kukurydzy dla zwierząt hodowlanych, które mają zaspokoić rosnący apetyt ludzkości na mięso.)

Najbardziej chyba wyrazistym przykładem patologicznej konsumpcji są rosnące obwody w talii i coraz częściej spotykana otyłość, której powszechność zaczyna przybierać rozmiary epidemii nie tylko w najbogatszych krajach, ale także w miejskich rejonach krajów iednych. Dietetycy, psychologowie i obrońcy konsumentów twierdzą że co najmniej jednym z powodów tej epidemii otyłości są działania producentów żywności, którzy w poszukiwaniu nowych klientów zalewają media reklamami, a sklepy produktami - taka kombinacja sprawia, że nadmierne spożycie staje się niemal nieuniknione.

Ewolucja konsumenta musi objąć zrozumienie, że - choć może to brzmieć paradoksalnie - tania żywność wcale nie musi być korzystna, zwłaszcza kiedy cena na opakowaniu nie ujawnia dopłat, jakie rząd daje rolnikom ani kosztów usuwania    problemów    środowiskowych spowodowanych przez rolnictwo.
Ostatnie badania prowadzone w Niemczech, Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii wskazują że ludzie płacą każdego roku miliardy dolarów na oczyszczanie środowiska i inne sprawy związane z nowoczesnym prowadzeniem gospodarstw: od usuwania pestycydów zwody pitnej, przez rekultywację zerodowanej gleby, do odtwarzania populacji ptaków i innych zwierząt.

Zaniżone ceny przysłaniają także fakt, że żywność produkowana lokalnie i sezonowo spożywana często jest tańsza i zdrowsza, niż pochodząca z miejsc oddalonych o tysiące mil.
Na przykład, wyniki badań prowadzonych w połudmowo-zachodniej Anglii pokazują że produkty rolne sprzedawane na bazarach i poprzez sieć dostaw do domu - owoce, warzywa, mięso, jaja i produkty ekologiczne - są średnio o 30-40 procent tańsze, niż podobne towary w pobliskim supermarkecie.
Choć urzędnicy i ekonomiści zajmujący się żywnością podkreślają często, że zapotrzebowanie klientów na tanie produkty jest podstawowym czynnikiem wpływającym na metody produkcji rolnej, konsumenci mają faktycznie niewielki wpływ na ewolucję tych metod. Nie oznacza to jednak, że są bezsilni. Za przykłady nacisków na rolnictwo służyć mogą bojkoty producentów i produktów, obywatelskie kampanie przeciw pewnym pestycydom, a także kupowanie towarów z atestem ekologicznym.

RAMKA 4-2. żYWNOśĂ? LUKSUSOWA

Od pasztetu z gęsich wątróek, poprzez płetwę rekina po kawior, konsumenci z całego świata zawsze poszukiwali rzadkich i egzotycznych potraw, które stanowić miały symbole bogactwa i prestiżu. Ludzie gotowi są drogo za nie płacić mimo czasem bardzo niewielkiej wartości odżywczej: rynek kawy, kakao, wina i tytoniu (57 miliardów dolarów) jest wart więcej, niż międzynarodowy handel zbożem.
Tworzące się i rozwijające klasy konsumenckie w takich krajach, jak Chiny i Indie powiększają liczę osób na świecie, które stać na tego typu produkty. Atrakcyjność takich dań polega częściowo na ich wysokiej cenie i rzadkości, przysłaniając przy tym zawsze brutalne i wyniszczające ekologicznie warunki ich produkcji.

WeŹmy na przykład pasztet z gęsich wątróek. Choć 90% tego specjału spożywają Francuzi, jest on uważany za delikates przez bogatych konsumentów na całym świecie. Sama nazwa, oznaczająca dosłownie tłustą wątrobę, niewiele mówi o sposobie produkcji. Wątróki otrzymuje się przez wymuszone karmienie kaczek i gęsi wielkimi ilościami pożywienia wtłaczanego bezpośrednio do żołądka przez rury. Wskutek takiego traktowania wątroby tych ptaków osiągają niezwykłe rozmiary - mogą ważyć nawet ponad dziesięciokrotnie więcej, niż wątroba zwykłego ptaka - nie należy przy tym zapominać o całym szeregu innych problemów zdrowotnych zwierząt, takich jak krwiaki wątroby, uszkodzenia przełyku, a nawet uduszenie.

Globalny handel kawiorem wpłynął na dobrostan zwierząt w inny sposób. Kawior to niezapłodnione jaja (ikra) samic jesiotra, a od niedawna też łososia, wiosłonosa amerykańskiego i innych gatunków, które stały się popularniejsze, gdy populacje łososia skurczyły się.
Przełowienie, niszczenie habitatów, zanieczyszczenie oraz powolna reprodukcja tych dużych ryb doprowadziły do znacznego spadku ich liczeności, najłatwiej zauważalnego w leżących nad Morzem Kaspijskim krajach byłego Związku Radzieckiego, stanowiących Źródło ponad 90% światowej podaży ikry jesiotra. Eksperci z dziedziny rybołówstwa twierdzą, że wszystkie gatunki jesiotrów są w pewnym stopniu zagrożone. Bieługa, najardziej znane Źródło kawioru, być może nie rozmnaża się już w stanie dzikim.

Sami Amerykanie importują rocznie ponad 40000 kilogramów kawioru - co stanowi ponad 40% światowej sprzedaży - mimo ceny wynoszącej 2000 dolarów za kilogram. Rybacy zabijają też rocznie ponad 100 milionów rekinów, by zaspokoić światowy apetyt na ich mięso oraz zupę z płetwy rekina - specjału cenionego w Chinach od roku 960, a dziś obecnego w kuchni azjatyckiej na całym świecie.
łowcy zwykle chwytają rekiny i ucinają im płetwy jeszcze za życia, a następnie wrzucają z powrotem do oceanu, gdzie te toną lub wykrwawiają się na śmierć. W Azji handlowcy oferują 30-40 różnych gatunków i sprzedają płetwy za cenę sięgającą 400 dolarów za kilogram. Jednak podobnie jak jesiotry, rekiny rozmnażają się powoli, a przełowienie bardzo szyko obniża ich liczebność. Grupy walczące o prawa zwierząt, ekolodzy, biologowie morscy, kucharze i inne zainteresowane grupy nie szczędzą wysiłków, by spowodować wprowadzenie zakazów i piętnowanie pewnych typów luksusowej kuchni, a także, bardziej ogólnie, by skłonić ludzi do myślenia, zanim zaczną jeść. Obrońcy dorostanu zwierząt zachęcają restauracje w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii do usunięcia z menu pasztetu z gęsich wątróek. W Holandii kucharze zrobili to już z własnej woli (mimo że klienci wciąż proszą o tę potrawę), a w innych krajach zabroniono przymusowego karmienia kaczek i gęsi. Konwencja o międzynarodowym handlu zagrożonymi gatunkami dzikiej fauny i flory apeluje o ograniczanie kwot połowowych i eksportowych, a także o wprowadzenie uniwersalnego systemu znakowania kawioru, Międzynarodowe organizacje pracują także nad wprowadzeniem zakazu bestialskiej praktyki połowu płetw rekinów.

Próby skłonienia molochów agrobiznesu do zmian mogą na pierwszy rzut oka wyglądać na czystą fantazję, a jednak koncern McDonalds zareagował niedawno na zastrzeżenia aktywistów walczących o prawa zwierząt i ochronę środowiska, zachęcając swoich dostawców mięsa do zmiany niektórych powszechnych w branży praktyk.
Kraft, największy w świecie producent żywności, ogłosił plany zaprzestania kampanii reklamowych skierowanych do dzieci, zmniejszania wielkości porcji, a także eliminowania większości  niezdrowych    wytworów.
William Vorley z International Institute for Environment and Development twierdzi, że wysoki stopień koncentracji w branży spożywczej, w której garść wielkich spółek kontroluje wszystkie etapy produkcji, może ułatwiać takie działania, ponieważ ich cele są stosunkowo nieliczne i raczej oczywiste. Rozumowanie takie ułatwiło wprowadzenie projektu „wyścigu na szczyt", którego celem jest poprowadzenie kilku wiodących w Wielkiej Brytanii sieci supermarketów „w kierunku bardziej zielonego i uczciwego systemu produkcji i dystrybucji żywności".

Jak zauważa Vorley, koncentracja „sprawia, że detaliści bardzo dobrze reagują na kampanie promujące etykę, bezpieczeństwo i zdrowe środowisko", ponieważ żadna sieć nie chce uchodzić w społeczeństwie za najmniej etyczną." Choć takie akcje konsumenckie mogą wydawać się odosobnione, ich celem jest przejęcie kontroli nad metodami produkcji żywności i zmiana obecnego kursu globalnego systemu. To, jak lokalnie objawiać się będzie ta „demokracja żywnościowa", będzie naturalnie zależeć od miejsca w świecie, a motywacje nie zawsze będą humanitarne, lecz często zawierać będą bardziej egoistyczne składniki, takie jak smak, własne bezpieczeństwo i zdrowie, a także ochrona otwartych przestrzeni. W przeciętnym supermarkecie mamy do czynienia z ogromnym wyborem towarów. „Zjadacze" mogą zmienić bardzo wiele, przede wszystkim rozważając swój stosunek do mięsa, wybierając produkty wytwarzane bez użycia chemikaliów i kupując żywność wytwarzaną lokalnie.
Mięso to ta część naszej diety, która wymaga zużycia największej ilości zasobów, chemikalia zmuszają rolników do prowadzenia produkcji rolnej wprowadzającej monotonię do krajobrazu i ekosystemów. Lokalna żywność to jedyna nadzieja na przejęcie kontroli przez tych, którzy ją produkują i tych, którzy ją spożywają.
Komentarze (0) >>
Write comment
quote
bold
italicize
underline
strike
url
image
quote
quote
Smiley
Smiley
Smiley
Smiley
Smiley
Smiley
Smiley
Smiley
Smiley
Smiley
Smiley
Smiley

busy
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »