START EKOENERGIA                                                                                                                                        Zapraszamy na forum Zapraszamy na blogi Zapraszamy na Chat Mobilny internet Radio internetowe Hobby Lotnictwo
ekoenergia53.jpg

Dotacje i pomoc dla OZE?

Krajowe
Unijne

Darmowe statystyki

ekoEnergia: ogrzewanie, wentylacja pomieszczeń, mądre budowanie, energia solarna, ekologia

Miasta i domy Email
04.04.2007.

Woda dla miast i domów

Zapotrzebowanie na wodę - i jej niedostatek - w wielu miastach na całym świecie szybko rośnie. Biorąc pod uwagę, że prawie połowa ludności świata mieszka dziś na terenach miejskich, a odsetek ten ma zwiększyć się do 60% do roku 2030, zaspokojenie rosnącego popytu na wodę dla bogatych oraz związanych potrzeb z wodą dla biednych jest dziś zadaniem niełatwym. Choć mówi się, że miasta zużywają mniej niż 10% całego światowego poboru słodkiej wody, ich skoncentrowana konsumpcja wymaga  złożonej, pożerającej kapitał infrastruktury, która wykorzystuje skończone    zasoby    wód powierzchniowych i podpowierzchmowych.

Duży popyt na wodę sporo kosztuje. Większość z 16 światowych największych miast - tych, w których mieszka co najmniej 10 mil ludzi - leży w regionach o umiarkowanym lub poważnym niedostatku.

Jest to sytuacja, w której pobory przesadnie eksploatują dostępne zasoby. W miarę jak rośnie zapotrzebowanie miast na wodę, rosnąć będzie nacisk na tereny rolnicze i wiejskie, by sprzedawać lub oddawać swoje prawa do wody.

Nagłówek artykułu o używaniu i gospodarowaniu wodą w miastach mógłby ograniczać się do jednego słowa:

Marnowanie.


„Musimy... ograniczyć przecieki, zwłaszcza w tych wielu miastach, w których straty stanowią aż 40 lub więcej procent całej dostarczanej wody", mówi sekretarz generalny ONZ Kofi Annan. Przecieki i inne straty często pozostają niezauważone, a czasem są dobrze ukryte: większość instytucji zajmujących się gospodarką wodną nie jest w stanie rozliczyć się z 15-40% swoich dostaw.

W regionach rozwijających się, tak jak w Afryce, nie jest niczym niezwykłym ucieczka 50-70% całej pobieranej wody przez przecieki, nielegalne pobory i kiepskie rozliczanie się. W typowym mieście na wybrzeżu zatoki Arabskiej nawet 1/3 dostaw wody umyka przez nieszczelne rury. Tajwan dziennie traci niemal 2 mil m3 z powodu takich przecieków, odpowiada to mniej więcej 325 mil spłukań toalet.

Straty te wynoszą szacunkowo 200 mil dolarów rocznie.

Najlepszym wskaŹnikiem efektywności gospodarki wodą jest „księgowość wodna", a jednak instytucje zajmujące się dostawą wody zwykle nie radzą sobie z tym podstawowym zadaniem.


Zwykle najbiedniejsze kraje, w których występują duże braki, mają największe straty wody, choć sprywatyzowana branża dostaw tego surowca w krajach uprzemysłowionych także nie wypada najlepiej.

Prywatyzacja i przecieki: bak skutecznych rozliczeń


Mimo obietnic zwiększenia efektywności i wprowadzenia systemów „inteligentnego zarządzania", które miały pojawić się wraz ze sprywatyzowanymi spółkami wodnymi, wiele z nich nie jest w stanie rozliczyć się z olrzymich ilości wody traconej w instalacjach z powodu nieszczelności i innych niemierzonych lub niewyjaśnionych odpływów,
Bardzo chwalone cele związane z ograniczeniem strat w prywatyzowanych brytyjskich instalacjach wodnych należy jeszcze zrealizować, a rzeczywistość wygląda tak, że niektóre „spółki wciąż nie osiągnęły ekonomicznego poziomu wycieków", jak mówi raport Izby Gmin.
Dokładne mierzenie wycieków jest w Wielkiej Brytanii niezwykle trudne, ponieważ wodomierze zainstalowane są tam tylko w 20% domów, co sprawia, że szacunki spółek są „podatne na manipulacje", jak określa to raport. Po sprywatyzowaniu instalacji wodnych w roku 1989 poziomy przecieków w całej Wielkiej Brytanii wzrosły do przeciętnej wartości 30% do roku 1995, Office of Water Services, które reguluje branżę wodną i ściekową w Anglii i Walii, zainterweniowało i wprowadziło oowiązkowe docelowe wartości ograniczania strat. Kilka spółek o dużych stratach, zwłaszcza Thames Water Utilities LTD, osługuje obszary zagrożone brakiem wody. W roku 2003 wycieki i straty wody w tej spółce stanowiły ponad 20% wszystkich strat w Anglii i Walii, mimo że dostarcza ona wodę do jedynie 15% klientów.

Nieszczelność instalacji wodnych i inne straty - nazywane „wodą nierozliczoną" lub „wodą niedochodową" - to ta objętość, która została pobrana, lecz nigdy nie dotarła do użytkownika lub nie została zarejestrowana jako dostarczona.

Zwykle ilość tę oblicza się jako różnicę między wodą „wyprodukowaną" (według wskazań mierników w punktach poboru lub oczyszczalniach) a sprzedaną (w oparciu o odczyty wodomierzy klientów), choć w branży od dawna brakuje spójnych norm dotyczących definiowania, mierzenia i raportowania strat. Większość z nich spowodowanych jest przez przecieki z zaniedbanych rurociągów, jednak pewną rolę odgrywa też kradzież oraz niedokładność wodomierzy, zwłaszcza w słabych i starych systemach.

A zatem spora część strat to woda, która mogłaby służyć innym użytkownikom, a inna część odpowiada za niezrealizowane zyski, ponieważ woda jest używana, lecz nikt za mą nie płaci. Wartość ekonomiczna wody straconej z powodu błędów odczytu mierników lub kradzieży często stanowi nawet 10 razy większą kwotę, niż koszty operacyjne związane z przeciekami.

W miastach amerykańskich, które uważane są za posiadające najnowocześniejsze technologie i infrastrukturę wodną, straty wody osiągają wartości od 10 do 30%, a czasem wyższe. W obliczu braku krajowych norm definiowania i mierzenia strat, niektóre stany ustalają własne normy. Zawierają się one w granicach od 7,5 do 20%, jednak nie są dobrze egzekwowane. Tylko kilka stanów ujawnia publicznie wielkość strat.
Na przykład, w stanie Kansas, którego zachodnia część zachodzi na wyczerpujący się podziemny zbiornik Ogallala, stosuje normę 15%, jednak najnowsze raporty o stanie strat w całym Kansas pokazują, że u 52 dostawców wody osiągają 30% lub więcej. Należy jednak przyznać, że Kansas Water Plan uznał za jeden z najważniejszych celów zmniejszenie strat wody.

Odzyskanie wody „straconej" z powodu przecieków, złych pomiarów lub niewłaściwego rozliczania to niewykorzystane Źródło, które mogłoby pomóc miastom i regionom poradzić sobie z niedostatkami wody. Argumenty mówiące, że woda stracona przez wycieki nie ma większego znaczenia, ponieważ zasila podziemne zasoby lub służy ludziom w innych miejscach nie zauważają faktu, pozyskiwanie wody kosztuje.

Odbieranie jej z pierwotnego miejsca występowania i wtłaczanie do nieszczelnych rur powoduje wysuszanie rzek, niszczenie habitatów i znikanie życia. Podobnie jak z ubytkami w uzębieniu, pogarszający się stan rur można przez jakiś czas ignorować, jednak w końcu trzeba się nim zająć - im dłużej problem jest zaniedbywany, tym więcej kosztuje naprawa. Jeśli istniejąca infrastruktura nie jest szczelna, proponowane projekty kapitałowe, zmierzające do zaspokojenia „potrzeb" związanych z wodą są zwodnicze.

Kopenhaga, w której straty wody osiągają zaledwie 3% (mniej więcej 1,6 m3 na osobę na rok lub około 4 litrów dziennie) to chwalebny wyjątek wśród ogólnie słabych wyników branży wodnej. W Kopenhadze mamy też do czynienia z ciągłym zmniejszaniem się konsumpcji na mieszkańca, ponieważ w mieście tym wyznaczono cele dotyczące oszczędności i przeprowadzono całą serię kampanii edukacyjnych oraz podwyżek cen wody.
Najsilniejszą chyba zachętą do utrzymywania szczelnych instalacji wodnych w Danii jest fakt, że z mocy ustawy media są opodatkowane (0,7 Euro za m3), jeśli odsetek strat przekracza 10%.
W roku 2000 tylko 8 z 40 największych dostawców wody w tym kraju zanotowało straty przekraczające 10%.

Miejskie programy oszczedzające wodę i pieniądze


W wielu miastach i instytucjach dostarczających wodę wprowadzono programy efektywności, z których kilka zaowocowało znaczącymi oszczędnościami wody i kosztów.
W Singapurze zmniejszono ilość nierozliczonej wody z 10,6 do 6,2% od roku 1989 do 1995 i zaoszczędzono ponad 26 min dolarów dzięki możliwości zrezygnowania z rozbudowy infrastruktury poprzez intensywne wykrywanie i usuwanie przecieków, wymianę rur i stuprocentowe mierzenie zużycia wody (łącznie ze strażą pożarną).
Do roku 2003 straty spadły do zaledwie 5%, Przemysłowe i komercyjne wodomierze wymienia się co 4 lata, a mieszkaniowe co 7 lat, aby zapewnić dokładne pomiary i zmniejszyć straty. Instytucje gospodarujące wodą w Singapurze promują także edukację publiczną, programy szkolne, audyty i ponowne wykorzystywanie nienadającej się do picia wody przez przemysł.
Nielegalne pobieranie zagrożone jest grzywnami do 50 000 dolarów lu karą 3 lat pozawienia wolności, W roku 1995 3 mil mieszkańców Singapuru zużywały przeciętnie 1,2 miliona m3 dziennie. Do roku 2003 całkowite zapotrzebowanie na wodę wzrosło tylko o 8%, choć liczba mieszkańców zwiększyła się o 40% do 4,2 mil.
Fukuoka w Japonii, znane jako miasto świadomie oszczędzające wodę, może poszczycić się najniższym odsetkiem strat w instalacjach (około 5%), a zużycie wody na mieszkańca jest tam o około 20% mniejsze niż w innych miastach o porównywalnych rozmiarach. W Fukuoka udało się osiągnąć takie oszczędności dzięki aktywnemu wykrywaniu przecieków i naprawianiu ich, zaawansowanym technikom pomiarowym, magazynowaniu deszczówki, używaniu odzyskanej wody do spłukiwania toalet, instalowaniu efektywnych aterii w ponad 90% mieszkań oraz promocji świadomości oywatelskiej w kwestiach związanych z wodą.

Od końca lat 80-tych XX wieku Water Resources Authority (MWRA), dostarczająca hurtowo wodę do ponad 40 miast i miasteczek w rejonie Bostonu, zmniejszyła ogólne zapotrzebowanie na wodę o około 25%, wprowadzając szeroko zakrojony program zmniejszania popytu, obejmujący intensywną naprawę przecieków i instalowanie oszczędnych urządzeń oraz elementów armatury. Umożliwiło to odstąpienie od planów budowy zapory na rzece Connecticut - kontrowersyjnej politycznie propozycji - i zaoszczędziło ponad 2 mil klientom więcej niż pół miliona dolarów na samych tylko inwestycjach kapitałowych.

Zmniejszanie strat i bardziej efektywne korzystanie z wody oszczędza także energię, ponieważ pompowanie, oczyszczanie i rozprowadzanie na każdym etapie potrzebuje jej niemało. Instalacje wodne Kalifornu są jednym z największych konsumentów energii w tym stanie, ponieważ przemieszczają wodę na duże odległości i wysokości. Przeciętnie przepompowanie 1234 m3 wody akweduktem rzeki Colorado do południowej Kalifornii wymaga zużycia około 2000 kWh, a przepompowanie takiej samej ilości przez State Water Project - około 3000 kWh.
W typowym południowokaliformjskim domu energia wymagana do dostarczenia wody pitnej może znaleŹć się nawet na trzecim miejscu, po wymaganej do eksploatacji klimatyzatora i lodówki. Jako, że bardziej efektywne korzystanie z wody zmniejsza konsumpcję energii, ogranicza także emisję zmieniających klimat gazów cieplarnianych, które zagrażają rzekom i systemom hydrologicznym na całym świecie.

A więc oszczędzanie wody w oczywisty sposób oszczędza energię, lecz oszczędność energii także prowadzi do oszczędzania wody.

Termoelektryczne elektrownie (opalane węglem, ropą gazem ziemnym, jądrowe lub geotermalne) zużywają wodę przez parowanie, kiedy ze skraplaczy usuwane jest nadmiarowe ciepło. Wydobywanie paliw dla tych zakładów także zużywa wodę. Wytwarzanie energii w elektrowniach wodnych powoduje parowanie wody ze zbiorników retencyjnych. Ogólnie rzecz biorąc ilość wody potrzebnej do zapewnienia energii jest znaczna - w Stanach Zjednoczonych jest to mniej więcej 8,3 litra na każdą kWh dostarczanej elektryczności.

A zatem przeciętne amerykańskie gospodarstwo domowe, zużywające rocznie 10 000 kWh, w sposób pośredni konsumuje dodatkowe 83m3 wody - wystarczyłoby to na spłukanie oszczędnej toalety 14 000 razy.

Zużycie wody w gospodarstwach domowych bardzo różni się w różnych krajach i wiele mówi o rozbieżnościach w poziomie zamożności i kulturze.


Na przykład, mieszkańcy Wielkiej Brytanii zużywają mniej więcej 70% tego, co najbardziej oszczędni Amerykanie. Ocenia się, że w amerykańskich mieszkaniach odpływają dziennie średnio 262 litry.
W domach, w których zainstalowano oszczędne elementy armatury (toalety, prysznice i krany) oraz urządzenia (pralki i zmywarki) i które ograniczają wycieki, zużywa się jedynie 151-170 l.
Od roku 1997 wszystkie toalety, pisuary, kurki i prysznice instalowane w Stanach Zjednoczonych muszą spełniać normy efektywności wykorzystania wody, ustalone przez ustawę o polityce energetycznej z 1992 roku (EPAct). Do roku 2020 normy te powinny pozwolić zaoszczędzić mniej więcej 23-34 mil m3 dziennie, co wystarczyłoby do zaopatrzenia w wodę sześciu miast o rozmiarach Nowego Jorku.

Badania prowadzone w 16 miejscach w Stanach Zjednoczonych pokazują, że normy EPAct pozwolą spółkom wodnym zaoszczędzić od 166 do 231 mil dolarów w ciągu najbliższych 15 lat, w wyniku odroczenia lub zaniechania inwestycji w nowe lub rozbudowane zakłady oczyszczania lub przechowywania wody. Oczekuje się, że wymagania energetyczne związane z urządzeniami do oczyszczania wody i ścieków zmniejszą się rocznie o 6 miliardów kWh.

Jednak niektóre z tych oszczędności wody, energii i kosztów są obecnie zagrożone: kilka dużych firm produkujących armaturę aktywnie promuje sprzedaż przypominających wieże instalacji prysznicowych z wielogłowicowymi dyszami, z których pewna część dostarcza ponad 300 litrów na minutę - więcej, niż większość ludzi na świecie zużywa w ciągu całego dnia.

Jeśli chodzi o różnice w wykorzystywaniu wody i płaceniu za nią przez biednych i bogatych, istnieje zwykle zależność odwrotna: ci, którzy zużywają najwięcej, płacą za litr najmniej, a ci zużywający najmniej płacą najwięcej. Biedni mieszkańcy miast, którzy nie są przyłączeni do instalacji wodnych, często muszą ratować się alternatywnymi i drogimi dostawami, pochodzącymi na przykład, od nosiwodów, którzy pobierają wielokrotnie wyższe opłaty w stosunku do wody wodociągowej.

Na przykład, biedacy w Delhi płacą nieformalnym dostawcom 4,5 dolara za m3 wody, niemal 500 razy więcej niż wynosząca jednego centa cena za wodę z kranu. W Manili dostawcy wody pobierają od biedniejszych mieszkańców 42 razy tyle pieniędzy, niż ci zapłaciliby za wodę z wodociągu.
Zapotrzebowanie zamożnych ludzi na zużywaną w domu wodę ogromnie wzrasta, jeśli mamy do czynienia z nawadnianym trawnikiem. Jeśli chodzi o objętość, największym związanym z piciem prolemem w Stanach Zjednoczonych nie jest alkohol, lecz nawadnianie trawy. Dziennie amerykańskie gazony i ogrody potrzebują mniej więcej 30 miliardów litrów wody - jest to objętość, która napełniłaby 14 miliardów sześciopaków piwa. Przeciętny nawadniany trawnik w ciągu lata pochłania około 38 000 litrów.
Bywa nawet gorzej - jeden z mieszkańców cierpiącego na brak wody hrabstwa Orange na Florydzie został obciążony rachunkiem za 15,9 mil litrów w ciągu jednego roku. Większość zużyto na nawadnianie posiadłości o powierzchni 2,4 ha. Ilość ta odpowiada mniej więcej temu, co w ciągu roku zużywa 900 Kenijczyków.

Wymuskane trawniki i pokryte darnią tereny firmowe, rządowe i przydrożne w całych Stanach Zjednoczonych pokrywają od 12 do 20 mil hektarów, co jest obszarem większym niż cały stan Louisiana - i większym, niż zajmuje jakakolwiek pojedyncza roślina uprawna.


W Stanach Zjednoczonych znajduje się także około 60% wszystkich pól golfowych na świecie. Zajmowane przez nie 700 000 hektarów wsysa dziennie około 15 miliardów litrów wody. Trawniki i pola golfowe nie tylko wchłaniają jej olbrzymie ilości, ale robią to w najgorętszych miesiącach lata, kiedy w wielu rzekach i strumieniach wody jest najmniej.

Amerykańscy miłośnicy trawników i ogrodów zużywają rocznie ponad 45 mil kilogramów nawozów i chemikaliów, by pozbywać się owadów, chwastów i grzybów. Właściciele domów wysypują na hektar murawy 10 razy więcej pestycydów, niż rolnicy na polach.

Nawozy i chemikalia, które nie są pobrane bezpośrednio przez trawy i inne rośliny, często przedostają się do strumieni lub przesiąkają w dół do zbiorników podziemnych, gdzie mogą zanieczyszczać wodę pitną i powodować eutrofizację jezior i stawów.


TRAWNIK I APTECZKA SąSIADA W TWOJEJ WODZIE PITNEJ

„Jest wczesny poranek - czy wiesz, gdzie są twoje leki?", pyta Christian Daughton z amerykańskiej Agencji Ochrony środowiska w artykule opulikowanym w piśmie Lancet. „Jest więcej niż prawdopodobne, że niektóre z nich płyną właśnie do lokalnych strumieni, rzek, a może nawet gospodarstw rolnych, jako składnik szlamu ściekowego, używanego jako nawóz,"

W badaniu 139 strumieni w 30 stanach, instytucja U,S, Geological Survey stwierdziła, że 80% próek zawierało ślady co najmniej jednego leku, hormonu zaurzającego działanie gruczołów dokrewnych, środka owadoójczego lu innego środka chemicznego - czasem przy stężeniach, które są szkodliwe dla ryb i innych organizmów wodnych.

Nie powinno to dziwić, jako że Stany Zjednoczone są największym na świecie użytkownikiem pestycydów, a co roku wydawanych jest ponad 3 miliardy recept dla niemal połowy wszystkich Amerykanów, którzy przyjmują co najmniej jeden lek dziennie.

Badania prowadzone w Kanadzie, Wielkiej Brytanii i Niemczech także wykazały obecność resztek produktów farmaceutycznych i pielęgnacyjnych w wodzie słodkiej, znalazły się wśród nich filtry przeciwsłoneczne, antyiotyki i środki zmiękczające. Nie istnieją niemal pulikacje medyczne dokumentujące zakres, ryzyko czy rozwiązania problemu leków jako sustancji zanieczyszczających oraz tego, co robią z ludzkim zdrowiem i środowiskiem.

Dziś tego rodzaju zanieczyszczenia w wodzie pitnej pozostają w dużym stopniu nieuregulowane przez przepisy.

Niektóre społeczności nie chcą podejmować żadnego ryzyka, przynajmniej w przypadku pestycydów. W Kanadzie położone na przedmieściach Montrealu miasto Hudson oraz Halifax w Nowej Szkocji zabroniły korzystania z pestycydów w celach kosmetycznych (wyłącznie estetycznych), na przykład na trawnikach.

 „Lepiej przesadzić z bezpieczeństwem, niż cierpieć czekając na naukowe dowody", powiedział jeden z przywódców społeczności,
Mimo że firmy sprzedające trawniki i środki chemiczne skierowały sprawę do sądu, kanadyjski Sad Najwyższy orzekł, że władze miejskie w całej Kanadzie mają prawo zabraniać używania pestycydów w nieruchomościach pulicznych i prywatnych.

Podczas gdy bardziej efektywne spryskiwacze i systemy nawadniania mogą zmniejszyć konsumpcję wody przez trawniki, w amerykańskim uzależnieniu od murawy obserwujemy obecnie bardziej fundamentalną reformę w postaci rozkwitających ruchów na rzecz budowania naturalnych krajobrazów i sadzenia lokalnych roślin. Właściciele domów i firmy zaczynają zauważać trwałe i znaczące oszczędności wody, związane z sadzeniem lokalnych i odpornych na suszę gatunków traw, roślin okrywowych, dzikich kwiatów i innych roślin, które znakomicie czują się w lokalnym klimacie.

Na przykład, krajobrazy Praine Crossing, dzielnicy na obrzeżach Chicago, a także wokół głównych biur Sears, Roebuck & Company w Hoffman Estates, Illinois, mają wykorzystywać naturalne cechy terenu, zamiast je wykorzeniać.
Podobnie pola golfowe, takie jak Praine Dunes Country Club w Hutchmson w stanie Kansas oraz The Landmgs w Savannah, w stanie Georgia, ograniczają zużycie wody takimi metodami, jak nawadnianie zależne od pogody, ograniczone nawadnianie pól i alej, wykorzystywanie lokalnych roślin i naturalnych właściwości dzikich obszarów, a także ekologiczne uprawianie gleby i roślin.

Bardzo szybko rośnie liczba członków organizacji zajmujących się naturalnym kształtowaniem krajobrązu, takich jak Wild Ones i Ecological Landscaper, co wskazuje na coraz powszechniejsze wśród ludzi pragnienie powrotu do zdrowszych związków z Ziemią. Innych interesują korzyści finansowe.

CIGNA Corporation w Bloomfield wstanie Conecticut wydała w ciągu 5 lat 63 000 dolarów na przemienienie większości    powierzchni 120-hektarowego standardowego trawnika w atrakcyjne łąki i siedliska dzikich kwiatów, zaoszczędzając dla firmy rocznie kilkaset tysięcy dolarów na wodzie, nawozach, pestycydach, sprzęcie i pielęgnacji. Jak wyjaśnia projektant terenu CIGNA, „a co mamy robić - wydawać 5 000 dolarów na niszczenie mleczy?".
Komentarze (0) >>
Write comment
quote
bold
italicize
underline
strike
url
image
quote
quote
Smiley
Smiley
Smiley
Smiley
Smiley
Smiley
Smiley
Smiley
Smiley
Smiley
Smiley
Smiley

busy
 
« poprzedni artykuł   następny artykuł »