| Problemy w raju |
|
| 24.03.2007. | |
|
W książce Naturalny kapitalizm analitycy gospodarek uprzemysłowionych,
Paul Hawkins, Amory Lovms i Hunter Lovms zasugerowali w roku 1999, że
Stany Zjednoczone generują gigantyczne ilości tego, co autorzy nazywają
„stratą".
Są to wszelkie wydatki, za które me otrzymuje się żadnej wartości.
Wydatki te ponoszone są na całe mnóstwo niepożądanych
.. produktów ubocznych amerykańskiego systemu gospodarczego, takich jak zanieczyszczenie powietrza i wody, czas spędzany w korkach ulicznych, otyłość, przestępczość i wiele innych. Według obliczeń autorów straty tego rodzaju kosztowały Stany Zjednoczone w połowie lat 90-tych co najmniej 2 biliony dolarów - stanowi to około 22% wartości całej gospodarki. Oszacowanie takie może yć ardzo przybliżone, jednak analiza ta skutecznie zwraca uwagę na rzadko zauważany newralgiczny punkt nowoczesnych gospodarek przemysłowych. Koszty środowiskowe i społeczne związane z takimi gospodarkami stają się trudne do zignorowania. Prawdę mówiąc samo istnienie odpadów w bardziej tradycyjnym sensie - z gospodarstw domowych, kopalni, placów budowy i fabryk - pokazuje, że gospodarki przemysłowe są wadliwie zaprojektowane. W odróżnieniu od towarów i usług dostarczanych przez inne gatunki na naszej planecie, które generują użyteczne produkty uboczne, a nie bezwartościowe odpady, gospodarki ludzkie są zaprojektowane bez myślenia o resztkach po produkcji i konsumpcji. Wpływy tej wady są olbrzymie, zaczynając już od procesu wydobycia. Na przykład, wyprodukowanie jednej użytecznej tony miedzi wymaga wyrzucenia 110 ton nieprzydatnej skały rudy. W miarę jak metale stają się coraz rzadsze, ilość odpadów rośnie. Wytworzenie ilości złota wystarczającej do zrobienia jednej obrączki ślubnej powoduje wyprodukowanie mniej więcej 3 ton toksycznych odpadów kopalmanych. Ilość odpadów konsumpcyjnych także działa otrzeŹwiająco, zwłaszcza w bogatych krajach. Przeciętny mieszkaniec kraju OECD produkuje w każdym roku 560 kg odpadów komunalnych, a we wszystkich poza trzema z 27 uwzględnionych krajów produkcja odpadów na osobę była w roku 2000 większa niż w 1995. Nawet w krajach uważanych za liderów, jeśli chodzi o politykę środowiskową, takich jak Norwegia, ograniczenie strumienia odpadów stanowi nieustanne wyzwanie. W roku 2002 przeciętny Norweg generował 354 kg odpadów, o 7% więcej niż rok wcześniej. Rósł także odsetek odpadów recyklowanych, jednak wciąż jest mniejszy od połowy wszystkich odpadów. Jednocześnie Amerykanie pozostają mistrzami świata w produkcji odpadów - przeciętny obywatel generuje ich o 51% więcej od przeciętnego mieszkańca każdego innego kraju OECD. Iskierką nadziei dla tego kraju może być fakt, że ilości na osobę przestały rosnąć w latach 90-tych. Mimo to duża objętość odpadów na przeciętnego Amerykanina, w powiązaniu z nieustannym wzrostem populacji USA, buduje wielką górę śmieci. Trendy obecne w wykorzystywaniu zasobów oraz stanie zdrowia ekosystemów wskazują, że obszary naturalne także cierpią wskutek stresu spowodowanego przez naciski ze strony rosnącej konsumpcji. ![]() Międzynarodowy zespół ekologów, ekonomistów i biologów zajmujących się ochroną przyrody opublikował w czasopiśmie Science w roku 2002 analizę wskazującą, że niemal wszystkie światowe ekosystemy kurczą się, by zrobić miejsce dla ludzi, ich domów, gospodarstw, centrów handlowych i fabryk. Stwierdzono, że obszary zajmowane prze trawę morską i glony zmniejszają się corocznie o 0,01-0,02%, lasy tropikalne o 0,8%, łowiska morskie o 1,5%, ekosystemy wód słodkich (bagna, równiny zalewowe, jeziora i rzeki) o 2,4%, a mangrowce o aż 2,5%. W artykule wspomniano też duże, lecz trudniejsze do wyznaczenia coroczne straty na rafach koralowych, terenach pastwiskowych i uprawnych. Pozytywne tendencje widać jedynie w przypadku lasów strefy umiarkowanej i borealnej, których powierzchnia rośnie w każdym roku o 0,1% po całych dekadach kurczenia się. Dowody pogarszania się stanu środowiska na całej planecie daje Livmg Planet Index, narzędzie opracowane przez WWF International w celu mierzenia stanu zdrowia lasów, oceanów, systemów wód słodkich i innych systemów naturalnych. Indeks wskazuje 35-procentowe pogorszenie się zdrowia ekologicznego planety od roku 1970. ![]() Jeden z mierników wpływu konsumpcji ludzi na globalne ekosystemy jest system mierzenia „ekologicznych odcisków", który mierzy ilość produktywnego terenu, jakiego gospodarka potrzebuje do wytworzenia niezbędnych dla siebie zasobów i przyjęcia swoich odpadów. Obliczenia wykonane przez kalifornijską grupę Redefming Progress pokazują, że na Ziemi istnieje 1,9 ha biologicznie produktywnego terenu na osobę, który może dostarczać zasoby i przyjmować odpady. Jednak wymagania środowiskowe gospodarek świata są tak duże, że dziś przeciętna osoba wykorzystuje 2,3 ha produktywnego terenu. Ta ogólna liczba maskuje oczywiście olbrzymią dysproporcję tego wskaŹnika - od 9,7 ha dla przeciętnego Amerykanina, do 0,47 ha w przypadku przeciętnego mieszkańca Mozamiku. Analiza „odcisków ekologicznych" pokazuje, że ogólne poziomy konsumpcji przekroczyły pojemność ekologiczną planety już pod koniec lat 70-tych lub na początku 80-tych. Tego rodzaju nadmierna konsumpcja możliwa jest wyłącznie dzięki wyczerpywaniu zasobów naturalnych, podobnie jak dzieje się w przypadku pobierania zbyt dużej ilości wody ze studni, co powoduje spadek poziomu wód gruntowych. Agresywne dążenie do tworzenia społeczeństw masowej konsumpcji jest także skorelowane z obniżeniem się wskaŹników zdrowotnych w wielu krajach. „Choroby konsumpcyjne" stają się coraz powszechniejsze. Na przykład palenie, zwyczaj konsumencki napędzany przez dziesiątki miliardów dolarów wydawanych na reklamy, odpowiada za mniej więcej 5 mil zgonów rocznie na całym świecie. W roku 1999 wydatki medyczne związane z tytoniem oraz straty na produktywności kosztowały Stany Zjednoczone ponad 150 miliardów dolarów - jest to niemal 1,5 razy tyle, co dochody pięciu największych międzynarodowych firm tytoniowych w tym samym roku. Podobnie otyłość i nadwagą wynikające przede wszystkim z niezrównoważonej diety i coraz ardziej siedzącego trybu życia, to problem ponad miliarda ludzi, obniżający jakość codziennego życia, kosztujący społeczeństwa miliardy wydawane na opiekę zdrowotną i przyczyniający się do szybkiego wzrostu częstości występowania cukrzycy. W Stanach Zjednoczonych około 65% dorosłych ludzi ma nadwagę lub cierpi na otyłość, w roku 1999 doprowadziło to do 300 000 zgonów i pociągnęło za sobą koszty opieki zdrowotnej wynoszące co najmniej 117 miliardów dolarów. Ogólne „zdrowie społeczne" w Stanach Zjednoczonych także pogorszyło się w ciągu ostatnich 30 lat, na co wskazuje Index of Social Health Uniwersytetu Fordham. Dokument tej podaje informacje o coraz szerszym zasięgu biedy, zwiększającej się częstości samobójstw wśród nastolatków, raku ubezpieczeń zdrowotnych i nierówności dochodów od roku 1970. Mimo wyższych poziomów konsumpcji, niż w większości innych krajów uprzemysłowionych, Stany Zjednoczone mają najgorsze wyniki w wielu wskaŹnikach rozwoju: na przykład, jeśli chodzi o wskaŹnik biedy Humań Poverty Index programu rozwoju ONZ, uwzględniający czynniki nędzy, analfabetyzmu funkcjonalnego, długowieczności i przynależności społecznej, kraj ten znajduje się na ostatnim miejscu wśród 17 krajów OECD. Jedna z analiz OECD dokumentuje także wyłączanie się ludzi z działalności obywatelskiej w pewnych krajach uprzemysłowionych, zwłaszcza w Stanach Zjednoczonych i Australii. W obu tych państwach odsetek członkostwa w formalnych organizacjach spada, podobnie jak intensywność uczestnictwa wyrażona jako frekwencja i gotowość do przyjmowania ról kierowniczych. Jednocześnie nieformalne interakcje społeczne - granie w karty z sąsiadami, wyjeżdżanie na piknik itp. - także osłabiły się znacząco w obu krajach, podobnie jak poziom zaufania do ludzi i instytucji. Dane na temat innych bogatych państw są bardziej optymistyczne, choć wyraŹnie widać pierwsze oznaki wyłączania się z życia społecznego. Przynależność do organizacji jest wciąż wysoka w wielu krajach europejskich, jednak poziom zaangażowania i interakcji osobistych w niektórych z nich spada, a czas członkostwa jest często krótszy niż kiedyś. Nawet w Szwecji, która wydaje się posiadać silne więzy społeczne, pojawiają się niepokojące sygnały: zaangażowanie polityczne jest coraz bardziej pasywne, a poziom zaufania do instytucji spada. Profesor polityki społecznej z Harvardu, Robert Putnam wskazuje 3 jego zdaniem najważniejsze cechy społeczeństwa amerykańskiego, które mogą wyjaśniać obniżenie zaangażowania społecznego - ograniczenia czasowe, rozproszenie mieszkań i długie oglądanie telewizji - czynniki te odpowiedzialne są za mniej więcej połowę zjawiska. Wszystkie one połączone są z wysoką konsumpcją: naciski czasowe często spowodowane są wydłużaniem godzin pracy w celu zaspokojenia nawyków konsumpcyjnych, rozproszenie jest funkcją zależności od samochodu i pragnienia posiadania większych domów i nieruchomości, a oglądanie telewizji stymuluje konsumpcję poprzez wystawienie na oddziaływanie reklam i programów, które często gloryfikują konsumpcyjny styl życia. Najbardziej chyba przekonującym dowodem na to, że nieustanna konsumpcja daje coraz mniejsze korzyści, są wyniki badań porównujących nieustannie rosnący poziom osobistej zamożności w bogatych krajach z niezmiemającym się odsetkiem mieszkańców tych krajów, którzy uważają się za „bardzo szczęśliwych". Choć wśród biedniejszych istnieje korelacja poczucia szczęścia ze wzrostem zamożności, badania pokazują że korelacja ta znika po przekroczeniu skromnych dochodów. Fakt, że wzrost zamożności i konsumpcji nie jest w stanie zapewnić ludziom satysfakcjonującego życia, może być najlepszym argumentem przemawiającym za przemyśleniem naszego dzisiejszego stosunku do konsumpcji. Zawód, jaki sprawiła konsumpcja jako Źródło spełnienia owocuje niezadowoleniem wśród naukowców, polityków i społeczeństwa. Niezadowolenie ze społeczeństw zbudowanych wokół konsumpcji dokumentuje cała masa książek opublikowanych w latach 90-tych. Mówią o tym same tytuły: Rozrzutny Amerykanin, Przepracowany Amerykanin, Wiek wielkiej konsumpcji, Oko w oko z konsumpcją i Wysoka cena materjalizmu oraz wiele innych. Mimo że analizy te różnią się od siebie, wszyscy autorzy tych pozycji wyrażają pogląd, że społeczeństwa ukierunkowane na konsumpcję nie są trwałe - z przyczyn środowiskowych lub społecznych. Niezadowolenie z angażowania się w wielką konsumpcję jest oczywiste tak na poziomie polityki, jak i szeregowych obywateli. Kilka rządów europejskich wprowadza obecnie lub rozważa wprowadzenie reform związanych na przykład z godzinami pracy i świadczeniami urlopowymi dla rodzin. Niektórzy mieszkańcy Europy i Stanów Zjednoczonych zaczynają przyjmować prostsze style życia. Zainteresowanie sprowadzeniem konsumpcji z powrotem do roli wspierającej zamiast wiodącej powoli lecz stabilnie rośnie. |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|



