| Obecny stan konsumpcji |
|
| 20.03.2007. | |
Konsumpcja niszcz światChiny mają zasłużoną reputację kraju rowerów. Przez cały dwudziesty wiek ulice tego państwa były wypełnione dosłownie milionami welocypedów, które nie tylko zapewniały przewóz osób, ale także służyły jako pojazdy dostawcze - wioząc wszystko od materiałów budowlanych po kurczaki zmierzające na targ. Jeszcze wiatach 80 dwudziestego wieku na ulicach Chin rzadko spotykano samochody.Gość, który odwiedził Pekin, Szanghaj lub inne chińskie miasto, dziś miałby trudności z rozpoznaniem go. Do roku 2002 pojawiło się 10 milionów prywatnych samochodów, a ich liczba szybko rosła: każdego dnia 2003 roku do ruchu na chińskich drogach włączało się około 11 000 nowych aut - 4 miliony w ciągu roku. Sprzedaż samochodów wzrosła w roku 2002 o 60 procent, a w pierwszej połowie 2003 o ponad 80 procent. Analitycy oczekują, że do roku 2015, jeśli trend się utrzyma, po chińskich drogach jeŹdzić będzie 150 milionów aut - o 180 mil. więcej, niż po amerykańskich ulicach i autostradach w roku 1999. Tworząca się w Chinach klasa konsumencka bardzo przychylnie wita zwiększoną mobilność i status społeczny związany z posiadaniem pojazdu mechanicznego - całe miliony czekają miesiące i biorą spore pożyczki, aby stać się pionierami nowej kultury samochodowej Państwa środka. Zalety tej tendencji są dobrze widoczne dla urzędników, którzy ją napędzają. Każdy wyprodukowany w kraju samochód daje dwa miejsca pracy chińskim robotnikom, a ich dochody stymulują inne sektory gospodarki narodowej. Ponadto pęd do zaspokojenia popytu przyciąga olbrzymie inwestycje ze strony zagranicznych firm - General Motors wydała 1,5 mld dolarów na nową fabrykę w Szanghaju, a Volkswagen zobowiązał się do wydania w ciągu najbliższych pięciu lat 7 mld dolarów na zwiększenie mocy produkcyjnych. Chiny idą oczywiście dobrze znaną ścieżką, choć po mniej więcej ośmiu dziesięcioleciach od przyjęcia się samochodów w Stanach Zjednoczonych. Jednak ta opowieść o chińskich samochodach nie dotyczy tak naprawdę ani Chińczyków, ani aut. Od fast foodu do jednorazowych aparatów fotograficznych i od Meksyku po RPA, spora część świata z oszałamiającą szybkością wkracza do społeczności konsumentów. Jedno z obliczeń pokazuje, że dziś członkami „klasy konsumenckiej" jest 1,7 miliarda ludzi - niemal połowa z nich mieszka w krajach rozwijających się. Styl życia i kultura, które stały się normą w Europie, Ameryce Północnej, Japonii i jeszcze kilku częściach świata w dwudziestym wieku, globalizują się w wieku dwudziestym pierwszym. Społeczeństwo konsumpcyjne ma niewątpliwy powab i wiele zalet z ekonomicznego punktu widzenia. Byłoby też niesprawiedliwym odmawiać prawa do korzystania z wygód zdobytych przez wcześniejsze pokolenie konsumentów tym, którzy nastaną póŹniej. Jednak ogromny wzrost konsumpcji w ostatnim dziesięcioleciu i przerażające prognozy, które logicznie z niego wynikają - sugeruje, że świat jako całość wkrótce stanie przed nie lada dylematem. Jeśli poziom konsumpcji, którym cieszy się dziś kilkaset milionów najbogatszych ludzi, zapewnimy nawet połowie z około 9 miliardów osób, które mają zamieszkiwać naszą planetę w roku 2050, skutki dla wody, jakości powietrza, lasów, klimatu, bioróżnorodności i zdrowia ludzi będą bardzo poważne. Mimo widocznych przed nami zagrożeń niewiele wskazuje na to, by lokomotywa konsumpcji zaczynała hamować - nawet w takich krajach, jak Stany Zjednoczone, gdzie większość ludzi posiada dostatek towarów i usług potrzebnych do prowadzenia godnego życia. W roku 2003 w USA było więcej prywatnych aut, niż ludzi uprawnionych do prowadzenia ich, a najlepiej sprzedającym się typem pojazdu był luksusowy samochód terenowy (SUV), pożerający ogromne ilości paliwa. Nowe domy były w roku 2002 o 38% większe, niż w 1975, mimo że średnio w jednym mieszka dziś mniej osób. Sami Amerykanie też są więksi - i to o tyle, że powstała cała, warta miliard dolarów, branża dostarczająca dużym mieszkańcom USA wielkie ubrania, mocniejsze meble, a nawet powiększone trumny. Jeśli nie udaje się zaspokoić aspiracji konsumpcyjnych najbogatszych krajów, perspektywy ograniczenia konsumpcji na całym świecie, zanim pozbawi ona Ziemię zasobów i zniszczy ją tak, że trudno będzie ją rozpoznać, wyglądają blado. Istnieje jednak wiele powodów, by nie tracić nadziei. Obrońcy praw konsumentów, ekonomiści, osoby odpowiedzialne za politykę oraz obrońcy środowiska opracowują kreatywne możliwości zaspokajania potrzeb ludzi przy jednoczesnym obniżaniu kosztów środowiskowych i społecznych związanych z masową konsumpcją. Poza pomaganiem ludziom w znalezieniu równowagi między niedostateczną a nadmierną konsumpcją promują oni dostarczane publicznie towary i usługi, korzystanie z usług zamiast towarów, używanie towarów o wysokiej zawartości surowców wtórnych oraz dokonywanie właściwych wyborów przez konsumentów. Działania takie mogą wspólnie pomóc w zapewnieniu wysokiej jakości życia przy mimmalnym negatywnym wpływie na środowisko i równość społeczną. Cała koncepcja polega na tym, by krytycznie patrzeć nie tylko na to, ile konsumujemy, ale też na to, jak konsumujemy. Konsumpcja to nic złego. Ludzie muszą konsumować, by przeżyć, a najbiedniejsi tego świata muszą konsumować więcej, jeśli mają żyć z godnością i mieć szansę na rozwój. Jednak konsumpcja zagraża dobrobytowi ludzi i środowiska, jeżeli staje się celem samym w sobie - wtedy, gdy stanowi podstawowe dążenie w życiu lub miarę sukcesu polityki gospodarczej rządu. Gospodarki masowej konsumpcji, które stworzyły świat dostatku wielu ludziom w dwudziestym wieku, stoją w dwudziestym pierwszym przed innym wyzwaniem: konieczna jest zmiana kursu z nieograniczonej akumulacji towarów na lepszą jakość życia dla wszystkich, przy minimalnym negatywnym wpływie na środowisko. Konsumpcja w liczbachKonsumpcja towarów i usług od dziesięcioleci nieustannie rośnie w krajach uprzemysłowionych, a narasta lawinowo w wielu krajach rozwijających się, niezależnie od tego, jaką miarą ją mierzyć - wydatkami gospodarstw domowych, liczbą konsumentów czy eksploatacją surowców. Miary takie opowiadają historię świata, który zmienia się pod wpływem rewolucji konsumpcyjnej.Prywatne wydatki - kwoty wydawane na towary i usługi na poziomie gospodarstwa domowego - osiągnęły rekordową wartość 20 bilionów dolarów w roku 2000, podczas gdy w roku 1960 wynosiły zaledwie 4,8 biliona (w przeliczeniu na dolary z roku 1995). Część tego czterokrotnego wzrostu przypisać można wzrostowi liczby ludności na świecie, jednak spory udział w nim ma bogacenie się ludzi w różnych częściach świata. Te ogólne liczby przysłaniają olbrzymie dysproporcje w wysokości wydatków. Mieszkańcy Ameryki Północnej i Europy Zachodniej, którzy stanowią 12% ludzkości, odpowiadają za 60% globalnych wydatków na konsumpcję, podczas gdy 1/3 ludzkości żyjąca Azji Południowej i Afryce Subsaharyjskiej wydaje zaledwie 3,2%. W roku 1999 około 2,8 miliarda ludzi, 2 na 5 mieszkańców planety - żyło za mniej niż dwa dolary dziennie, którą to kwotę ONZ i Bank światowy uważają za minimalną do zaspokojenia podstawowych potrzeb. Około 1,2 miliarda ludzi żyje w „skrajnej nędzy", co oznacza przeciętny dzienny dochód poniżej jednego dolara. Wśród najbiedniejszych znajdują się setki milionów rolników produkujących wyłącznie na własne potrzeby, którzy z definicji nie zarabiają żadnych pieniędzy i rzadko biorą udział w jakichkolwiek pieniężnych transakcjach rynkowych. Dla nich, a także dla wszystkich biednych mieszkańców globu, wydatki na konsumpcję kończą się w zasadzie na zaspokojeniu podstawowych potrzeb. Choć większość wydatków na konsumpcję ma miejsce w bogatszych regionach świata, liczba konsumentów jest nieco bardziej równomiernie rozproszona między regionami uprzemysłowionymi a rozwijającymi się. Wynika to jasno z badań przeprowadzonych przez byłego konsultanta programu środowiskowego ONZ Matthew Bentleya, który opisuje istnienie globalnej „klasy konsumentów". Ludzie ci dysponują przeliczeniową siłą nabywczą przekraczającą 7000 dolarów (jest to miara dochodu przeliczona na siłę nabywczą w lokalnej walucie), co odpowiada mniej więcej oficjalnemu poziomowi biedy w Europie Zachodniej. Globalna klasa konsumentów charakteryzuje się dużą rozpiętością poziomu bogactwa, jednak jej przedstawiciele zwykle są użytkownikami telewizorów, telefonów i Internetu, wraz z treściami kulturowymi i ideami przekazywanymi przez te produkty. Ta globalna klasa obejmuje 1,7 miliarda ludzi - ponad 1/4 ludzkości. Niemal połowa przedstawicieli tej globalnej klasy konsumentów mieszka w krajach rozwijających się, około 20% w samych Chinach i Indiach. Jak widać, łączna liczebność przedstawicieli tej klasy w obu krajach, wynosząca 362 miliony ludzi, jest większa niż w całej Europie Zachodniej (mimo, że przeciętny Chińczyk lub Hindus konsumuje oczywiście znacznie mniej od przeciętnego Europejczyka). Jednak niemal cała reszta świata rozwijającego się nie ma udziału w tej fali nowej konsumpcji: subsaharyjska klasa konsumentów, najmniejsza, obejmuje zaledwie 34 miliony ludzi. I rzeczywiście, region ten zawsze oddalony był od pomyślności, którą cieszyła się w ostatnich dziesięcioleciach większość świata. Mierząc w kategoriach prywatnych wydatków konsumpcyjnych na osobę, sytuacja Afryki Subsaharyjskiej w roku 2001 była o 20% gorsza niż dwie dekady wcześniej, co tworzy ziejącą przepaść między tym regionem, a światem uprzemysłowionym. Poza dużą liczbą konsumentów, kraje rozwijające się zwykle dysponują większym potencjałem poszerzania ich szeregów. Na przykład, liczni w Chinach i Indiach konsumenci stanowią zaledwie 16% populacji tego regionu, podczas odsetek ten w Europie wynosi 89%. W większości krajów rozwijających się klasa konsumencka to mniej niż połowa mieszkańców - a często znacznie mniej - co sugeruje wiele miejsca na rozwój. W oparciu o same prognozy dotyczące przyrostu naturalnego, ostrożne szacunki mówią, że do roku 2015 liczebność klasy konsumentów całego świata osiągnie co najmniej 2 miliardy ludzi. Liczby te sugerują, że historia konsumpcji w XXI wieku może w równym stopniu dotyczyć powstających krajów konsumenckich, jak i już istniejących. W Background Paper 2003 program środowiskowy ONZ stwierdza, że szybko rosnąca liczba posiadaczy samochodów w Azji może dodać do globalnej floty 200 milionów samochodów - jest to więcej niż połowa pojazdów jeżdżących dziś po Stanach Zjednoczonych. Niepokój co do wpływu tego rodzaju zmian sugeruje konieczność szybkiego znalezienia alternatywnych, nieszkodzących środowisku dróg do bogactwa w regionie. Jednocześnie kwestia wzrostu konsumpcji w Azji nie powinna przysłaniać konieczności wprowadzenia reform w krajach bogatych, gdzie wysoki poziom konsumpcji jest normą już od dziesięcioleci. Wcześnie zindustnalizowane kraje w Europie i Ameryce Północnej, a także Japonia i Australia, odpowiadają za znakomitą większość globalnej degradacji środowiska spowodowanej przez konsumpcję. Trendy konsumpcyjne dotyczą niemal wszystkich towarów i usług, można je też podzielić na różnego rodzaju kategorie. Szczególnie interesujące są sprawy podstawowe, takie jak żywność i woda. Istniejące tu trendy informują o tym, czy zaspokojone są podstawowe potrzeby. Inne towary konsumpcyjne wskazują stopień, w jakim dla ludzi dostępne są różne wybory życiowe i o ile wygodniejsze staje się ich życie. Jeśli chodzi o podstawowe potrzeby, trendy są różne. Od 1961 roku, w miarę jak podaż żywności staje się obfita - przynajmniej na poziomie globalnym dzienna porcja spożywanych kalorii rośnie tak w krajach uprzemysłowionych, jak i w rozwijających się. Jednak organizacja FAO informuje, że wciąż niedożywionych jest 825 milionów ludzi, i że przeciętny mieszkaniec świata uprzemysłowionego spożywał w roku 1961 o 10% więcej kalorii (2947) niż przeciętny mieszkaniec krajów rozwijających się spożywa dziś (2675). Istnienie głodu przy jednoczesnej rekordowej podaży żywności odzwierciedla fakt, że jedzenie wciąż jest drogie dla wielu iednych tego świata w porównaniu z ich miernymi dochodami. Na przykład w Tanzanii, gdzie domowe wydatki na głowę mieszkańca wynosiły w 1998 roku 375 dolarów, 67% pieniędzy szło na jedzenie. W Japoni w tym samym roku domowe wydatki na osobę wynosiły 13568 dolarów, z czego zaledwie 12% wydawano na żywność. ![]() Nie tylko bogaci spożywają więcej kalorii od biednych, ale też kalorie te zwykle pochodzą od żywności wymagającej zużywania większej ilości zasoów, takiej jak mięso i produkty mleczne, które produkowane są z użyciem dużych porcji z ziarna, wody i energii. Mieszkańcy krajów uprzemysłowionych otrzymują 856 kalorii dziennie z produktów zwierzęcych, podczas gdy w krajach rozwijających się liczba ta wynosi 350. Jednak konsumpcja mięsa rośnie w bogatszych regionach rozwijającego się świata, w miarę wzrostu dochodów i urbanizacji. Połowa światowej wieprzowmy spożywana jest w Chinach, a Brazylia jest drugim co do wielkości konsumentem wołowiny po Stanach Zjednoczonych. Mięso jest także coraz częściej zjadane jako fast food, którego produkcja wymaga jeszcze więcej energii. Jaka pokazuje niedawno wykonane badanie rynku, branża fast foodu w Indiach rozwija się o 40% rocznie i oczekuje się, że do roku 2005 sprzedaż przekroczy miliard dolarów. Jednocześnie czwarta część ludności Indu wciąż jest niedożywiona - odsetek ten niemal nie zmienił się przez ostatnie 10 lat. ![]() Czysta woda i właściwe warunki sanitarne, które mają zasadnicze znaczenie dla powstrzymywania rozprzestrzeniania się chorób zakaŹnych, to także podstawowe potrzeby konsumpcyjne. Podobnie jak z większością innych towarów, dostęp do wody i czystości jest znacznie łatwiejszy dla populacji bogatszych, choć wciągu ostatniego dziesięciolecia sytuacja ta poprawiła się nieco na korzyść narodów biedniejszych. ![]() W roku 2000 dostępu do bezpiecznej wody pitnej nie miało 1,1 miliarda ludzi - dostęp ten definiuje się jako możliwość uzyskania co najmniej 20 litrów wody dziennie ze Źródła znajdującego się me dalej niż o kilometr od miejsca zamieszkania użytkownika. Dwóch na pięciu mieszkańców naszej planety nie miało dostatecznie dobrych warunków sanitarnych, takich jak dostęp do ścieku lub zbiornika szamba, a nawet zwyczajnej latryny. Najbardziej cierpią ludzie zamieszkujący tereny wiejskie. W roku 2000 tylko 40% ludzi mieszkających na wsi korzystało z odpowiednich urządzeń sanitarnych - w miastach odsetek ten wynosi 85%. ![]() W miarę wzrostu do dchodów ludzie uzyskują dostęp do niebędących żywnością towarów konsumpcyjnych, które są wyznacznikiem zamożności. Na przykład, zużycie papieru zwykle rośnie w miarę podnoszenia się poziomu wykształcenia ludzi i poszerzania się powiązań komunikacyjnych. Na całym świecie zużycie papieru między rokiem 1950 a 1997 zwiększyło się ponad sześciokrotnie, a od połowy lat siedemdziesiątych podwoiło się. Przeciętny Brytyjczyk pod koniec XX wieku wykorzystywał 16 razy więcej papieru, niż na początku tego wieku. Większość światowego papieru produkowana jest i konsumowana w krajach uprzemysłowionych: same Stany Zjednoczone wytwarzają i zużywają 1/3 tego surowca, a każdy Amerykanin rocznie zużywa go ponad 300 kg. Natomiast we wszystkich traktowanych łącznie krajach rozwijających się mieszkańcy średnio zużywają rocznie 18 kg papieru. W Indiach wskaŹnik ten wynosi 4 kg, a w dwudziestu krajach afrykańskich nie przekracza 1 kg. UNEP szacuje, że minimalna ilość papieru koniecznego do zaspokojenia podstawowych potrzeb związanych z wykształceniem i komunikacją to 30-40 kg." Wzrost zamożności otwiera także dostęp do towarów, które obiecują nowe poziomy komfortu, wygody i rozrywki milionom ludzi. ![]() W 2002 roku 1,12 miliarda gospodarstw domowych - odpowiada to mniej więcej 3/4 ludności świata - posiadało co najmniej jeden telewizor. Oglądanie telewizji stało się wiodącą formą rozrywki - przeciętny mieszkaniec krajów uprzemysłowionych spędza przed ekranem dziennie trzy godziny - połowę wolnego czasu. Telewizja zapewnia widzom dostęp do lokalnych wiadomości i rozrywki, ale także pokazuje niezliczoną liczbę produktów konsumpcyjnych, które są zachwalane w reklamach i pokazywane podczas programów. To, co widać na ekranie, ma coraz bardziej globalny charakter. Spośród 1,12 miliarda gospodarstw posiadających telewizor, 31% to abonenci telewizji kablowej, często oferującej globalną kulturę rozrywkową. Wiele z tych wygód pojawiło się jako luksus, jednak dziś traktowane są jak konieczność. I rzeczywiście, teraz, kiedy zbudowano wokół nich całą infrastrukturę społeczną, niektóre z takich towarów stały się nieodłączną częścią codziennego życia. Na przykład, telefony stały się niezbędnym narzędziem komunikacji - w roku 2002 istniało 1,1 miliarda linii stacjonarnych i drugie 1,1 miliarda linii komórkowych. Znaczący procent ludności świata, w tym absolutna większość globalnych konsumentów, ma dziś przynajmniej podstawowy dostęp do telefonów. Komunikacja poszła daleko do przodu dzięki wprowadzeniu Internetu. Ta najnowsza forma komunikacji łączy dziś około 600 mil użytkowników. Duża część wydatków konsumentów przeznaczana jest na towary, które raczej nie są niezbędne dla komfortu lub przeżycia, jednak uprzyjemniają życie. Zakupy te obejmują wszystko - od pozornie drobnych codziennych przyjemności, takich jak słodycze i napoje gazowane, po drogie wydatki, takie jak rejsy oceaniczne, biżuteria i samochody sportowe. Tego rodzaju wydatki me muszą być wyznacznikiem przynależności do globalnej klasy konsumentów, ponieważ rozsądni ludzie mogą mieć inne pojęcie o tym, co jest nadmierną konsumpcją. Jednak sumy przeznaczane na takie cele wskazują, jaki nadmiar bogactwa występuje w wielu krajach. Rzeczywiście, zestawienie wydatków na wyjątkowo luksusowe towary konsumpcyjne pokazuje wyraŹnie, jak fałszywe jest przekonanie, że wiele niezaspokojonych potrzeb światowej biedoty byłoby dla świata zbyt dużym obciążeniem finansowym. Zapewnienie odpowiedniego wyżywienia, czystej wody i podstawowej edukacji najbiedniejszym ludziom świata kosztowałoby mniej, niż bgatsi rocznie wydają na kosmetyki, lody i karmę dla psów i kotów. Szaleństwo konsumpcyjne XX wieku doprowadziło do bardziej intensywnego wykorzystywania surowców wtórnych, które stanowi kolejną miarę konsumpcji, wraz z wydatkami gospodarstw domowych i liczbą konsumentów. Między rokiem 1960 a 1995 zużycie minerałów na całym świecie wzrosło 2,5-krotme, metali - 2,1, produktów drewnianych - 2,3, a towarów syntetycznych, takich jak tworzywa sztuczne - 5,6-krotme. Wzrost, ten był znacznie szybszy od powiększania się liczby ludności i nie ustawał nawet kiedy globalna gospodarka zmieniła się, kierując się bardziej w stronę usług, takich jak telekomunikacja i finanse, które nie zużywają tylu materiałów, co produkcja, transport i inne dominujące niegdyś branże. Na przykład, podwojenie się zużycia metali nastąpiło mimo tego, że stały się one mniej ważne dla tworzenia bogactwa: w roku 2000 globalna gospodarka zużyła o 45% mniej metali, niż 30 lat wcześniej, do wygenerowania jednego dolara wartości ekonomicznej. Także jeśli chodzi o konsumpcję paliw i materiałów mamy do czynienia z takim samym wzorcem globalnego zróżnicowania, jak w przypadku konsumpcji towarów gotowych. Same Stany Zjednoczone, w których mieszka mniej niż 5% globalnej populacji, zużywają około 1/4 światowych zasobów paliw kopalnych - spalając niemal 25% węgla, 26% ropy i 27% gazu ziemnego. Kiedy dodamy do tego konsumpcję innych bogatych krajów, dominacja kilku zaledwie państw w globalnym zużyciu materiałów stanie się oczywista. Jeśli chodzi o zużycie metali, Stany Zjednoczone, Kanada, Australia, Japonia i Europa Zachodnia - a więc łącznie 15% ludności świata - konsumują 61% produkowanego rocznie aluminium, 60% ołowiu, 59% miedzi i 49% stali. Zużycie jest wysokie także w przeliczeniu na osobę, zwłaszcza w porównaniu z krajami biedniejszymi. Przeciętny Amerykanin zużywa rocznie 22 kilogramy aluminium, podczas gdy przeciętny Hindus jedynie 2 kilogramy, a przeciętny Afrykanin mniej niż kilogram. Jednocześnie rosnący apetyt na papier coraz bardziej obciąża światowe lasy. Drewno przeznaczone na produkcję papieru to około 19% całego drewna pozyskiwanego na świecie i 42% przeznaczonego na użytek „przemysłowy" (wszystko poza opałem). Do roku 2050 produkcja pulpy i papieru może już stanowić ponad połowę wykorzystania przemysłowego światowego drewna. Konsumpcja takich surowców, jak metale i drewno, mogłaby w zasadzie być w dużym stopniu niezależna od konsumpcji towarów i usług, ponieważ wiele produktów można przerobić lub wytworzyć z surowców wtórnych. Jednak w większości gospodarek XX wieku materiały nie cyrkulowały nawet do drugiego lub trzeciego użycia. Nawet dziś recykling zapewnia jedynie drobny procent materiałów używanych w gospodarkach całego świata. Około połowy ołowiu pochodzi obecnie z surowców wtórnych, podobnie jak 1/3 aluminium, stali i złota. Z tego Źródła pozyskuje się tylko 13% miedzi - jest to spadek z 20% w roku 1980. Jednocześnie recykling odpadów miejskich pozostaje na niskim poziomie, nawet w krajach, które mogą pozwolić sobie na odpowiednią infrastrukturę. 24 kraje OECD, które udostępniają dane na ten temat, odzyskują średnio jedynie 16% odpadów komunalnych - połowa z nich odzyskuje mniej niż 10%. W tym samym czasie udział papieru wytwarzanego z recyklowanych włókien wzrósł stosunkowo skromnie, od 20% w roku 1921 do 38% dziś. Ten niewielki postęp, w obliczu znacznie większych wzrostów konsumpcji papieru, oznacza, że ilość papieru, który me staje się surowcem wtórnym, jest większa niż kiedykolwiek. Wobec prognoz FAO mówiących, że globalna konsumpcja wzrośnie między rokiem 2000 a 2010 o niemal 30%, ilość recyklowanego papieru ma szczególnie wielkie znaczenie i będzie miała ogromny wpływ na zdrowie światowych lasów w nadchodzących latach. |
| « poprzedni artykuł | następny artykuł » |
|---|






